Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strona główna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strona główna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 sierpnia 2012

Hebe - nowa drogeria w Toruniu

Niedawno w Toruniu została otwarta nowa drogeria Hebe. Mieści się na starówce przy ul. Szerokiej, w dawnej siedzibie Deichmanna.


 


Hebe jest dość młodą drogerią. Włascicielem jest własciciel Biedronki. Pierwsze sklepy zaczeły pojawiać się w 2011 r. w Warszawie.




Podczas zakupów możemy założyć kartę, dzieki której na maila dostaniemy bon 10zł do wykorzystania przy zakupach powyżej 40 zł (w ciągu 10 dni od dnia otrzymania) oraz, z tego co czytałam, dodatkowe bony zniżkowe dostosowane do naszege profilu zakupowego.

Moje małe zakupy;)

Ani ja, ani moje koleżanki nie dostałyśmy żadnych próbek mimo prośby (moje koleżanki nie robiły tak skromynych zakupów;).  Ceny są porównywalne do Natury i Rossmanna. A w toruńskiej Naturze zawsze znajdą sie jakieś próbki, darmowa gazeta "Uroda", wiec na razie Hebe nie podbiło mojego serca, jednak będę tam zaglądać ponieważ są tam nowe marki niedostępne w innych toruńskich drogeriach.


Na koniec zostawiam Wam linki do strony Wizażu, na której jest dużo pozytywnych recezji drogerii oraz do strony drogerii, gdzie możecie znaleźć aktualną gazetkę.
Link do strony hebe:Hebe-KLIK
Link do wątku na wizazu:Wizaz-KLIK
Brunetka

czwartek, 30 sierpnia 2012

Suchy szampon i jego dużo tańsza alternatywa

Wybierając się na wakacje nie zawsze mamy dostęp do prysznica. Odświeżenie się na stacji benzynowej nie jest problemem, ale umycie głowy w tłumie ludzi z autokaru jest już nie lada wyczynem. Ja niestety należę do ludzi, którzy muszą myć głowę codziennie, dlatego już parę lat temu tak bardzo pokochałam suche szampony. Nie odstraszała mnie nawet ich cena (kiedyś 30-50zł, teraz znajdziemy już 13-15zł, a w promocji nawet taniej). Uważałam, że wynalazcy należy się nagroda do momentu aż znalazłam dużo tańszą alternatywę suchego szamponu - TALK. Rozprowadza się go trochę mniej wygodniej niż w szampon w sprayu, ale za to jedno opakowanie starcza na o wiele dłużej i kosztuje dużo mniej (ok 6zł).


Podobnie jak jego droższa wersja matuje włosy, unosi końce dodając objętości. Ma też podobny minus - u ciemnowłosych kobiet trzeba mocno uważać by wszystko strzepać, bo włosy będą wyglądały na lekko przykurzone. Można kupić suche szampony (te droższe), które są koloryzowane np. na kolor skóry, tańsze podobnie do pudru są białe.
Warto posiadać wśród swoich kosmetyków chociaż talk, bo niejeden raz może uratować naszą fryzurę;)


Brunetka

niedziela, 19 sierpnia 2012

Czarna woda do picia - nowość nawet dla Brunetki;)

Brunetka - osoba ciągle czegoś szukająca, nawet jeśli jeszcze nie wie czego szuka, to na pewno uda się jej coś nowego i ciekawego znaleźć ;) Coś, co jest właśnie trendy na świecie, a w Polsce słyszała o tym zaledwie garstka dociekliwych osób i wśród nich właśnie Brunetka ;)  To od niej dowiaduję się o nowościach:
  • pękający lakier do paznokci - kiedy pytałyśmy o niego w drogeriach panie sprzedawczynie patrzyły na nas dziwnie, dopiero po pewnym czasie pojawił się w Douglasie i dopiero długo później w innych drogeriach, 
  • matujący lakier do paznokci - zapytałam Brunetkę czy slyszała o nim - oczywiście już go miała;),
  • nowe sposoby zdobienia paznokci - malowanie lakierem na wodzie, gąbeczką, ozdabianie "bulionem" - obejrzałyśmy na Youtube filmik po angielsku i Brunetka wyruszyła na poszukiwania bulionu w toruńskich drogeriach - o dziwo, znalazła go w sklepie "wszystko za 5 zł" :)
  • suchy szampon do włosów- za pierwsze płaciła prawie 50zł,
  • szampon w kostce - zamawiała u znajomych z Anglii lub Niemiec już kilka lat temu,
  • krem BB - chciała zamówić przez internet, ale pojawiły się wtedy polskie zamienniki i póki co postanowiła je przetestować,
  • kiss, glossy i inne boxy;),
  • szybkoschnący ręcznik...
Ale tym razem to mi udało się ją zaskoczyć!:) Na popularnym portalu Wizaz.pl znalazłam artykuł o czarnej wodzie do picia blk.- robi wrażenie:) Woda nie zawiera sztucznych barwników, swój kolor zawdzięcza naturalnym minerałom i ma neutralny smak.




Można zamówić zestaw takiej wody na stronie Amazon.com. Może nawet skusiłybyśmy się na jej zakup w celach poznawczych, ale to aż 24 butelki i koszty też niemałe - 55$ + przesyłka... Na razie wystarczy nam świadomość, że już wiemy o takiej nowości, ale kiedyś - kto wie? ;)

Też lubicie wyszukiwać nowości jak Brunetka? A może ostatnio czytaliście/słyszeliście o jakiejś ciekawej nowince?
Blondynka

wtorek, 14 sierpnia 2012

Wiejski obiad za niecałe 2 zł:)

Parę dni temu razem z Blondynką z rozrzewnieniem wspominałyśmy lato w czasach, gdy spędzałyśmy je z rodziną. Wakacje nad jeziorem w zimny mazurski wieczór wraz z przyjaciółmi-komarami - zawsze będą mi się kojarzyły z dzieciństwem. 
W trakcie takich wspominek Blondynka napomknęła o swoim ulubionym daniu z dzieciństwa - marchewce z ziemniaczkami. W jej rodzinnym domu były podawane ze skwarkami i szklanką mleka. Jednak ona najbardziej lubi je same. Byłam bardzo zdziwiona przepisem i myślałam, że jest to tylko dodatek do obiadu. Jednak po spróbowaniu wiem, że byłoby mi przykro gdyby cokolwiek innego przyćmiło smak tej mieszanki. Jest pyszna jako samodzielne danie- mimo moje wcześniejszego oporu:)

Składniki:

Pół na pół marchewka z ziemniakami (można dodać fasolę).

Wersja dla singla z dokładką (jak na zdjęciach):
  • 3 ziemniaki
  • 3 marchewki (na zdjęciu są dwie ale dodałam potem jeszcze jedną)

Wykonanie:

Rozgotowujemy marchewkę z ziemniakami (nie musimy tak drobno kroić jak na zdjęciu, ale ja byłam strasznie głodna i chciałam by szybciej się ugotowały). Ucieramy warzywa, solimy i gotowe.
Możemy opcjonalnie dodać trochę mleka, jogurtu lub maślanki, albo nawet zdecydować się na odobinę szaleństwa i dodać skwareczki.... Ale dla mnie najlepsze jest samo:)





Smacznego!!!:)

Brunetka

PS. Jeżeli chcemy podać to dziecku, nie solimy w trakcie gotowania, dopiero po odłożeniu porcji dla malucha.


czwartek, 9 sierpnia 2012

Promocja - czy napewno musimy z niej skorzystać????

Pisałam kiedyś jak sklepy nas robią w "bambuko" (promocja czy pułapka?), o tym jak sklepy próbują nas wmanewrować w promocję, której nie ma. Wiemy co mamy sprawdzać, aby nie dać się "wyrolować".

Nawet jeśli z ofertą jest wszystko w porządku, promocja jest korzystna, a sklep nie próbuje nas wrobić, zastanówmy się i tak dwa razy czy na pewno powinniśmy z niej skorzystać, bo przecież kupowanie dla samej promocji mija się z celem... Bardzo może pomóc odpowiedzenie sobie na kilka pytań, które ułożyłyśmy z Blondynką :
  • Może posiadam już taką rzecz albo podobną?
  • Czy potrzebuję następnej? 
  • Może to będzie już mój "101-szy" lakier do paznokci?
  • Czy termin ważności danej rzeczy wystarczy żeby ją zużyć?
  • Czy potrzebuję danej rzeczy mimo, że jej nie posiadam?(Skoro do tej pory radzę sobie bez tego, może nie jest to dla mnie niezbędne?)
  • Może chcemy ją kupić bo urocza Pani nas namawia? (wiem z doświadczenia jak działa to na panów:) 
  • A może kusi nas tylko cena a nie potrzeba posiadania? (Może kusi nas obniżka z 13 zł na 6 zł za kawę, której nie pijemy?)
  • Może taka okazja może więcej się nie pojawi?  (To tylko złudzenie - na pewno będzie jeszcze nie raz;) 

To są nasze pytania, które ratują nas przed niepotrzebnym zakupem. A jakie są Wasze?

Brunetka

poniedziałek, 23 lipca 2012

TANIE GOTOWANIE - do tego zdrowe i szybkie;)

Bez zbędnego wstępu przedstawię Wam szybki i sycący obiadek. W wersji dla singla: zupa-krem z kalafiora. Przepis zaczerpnęłam z książki M. Bardadyna. Ja ugotowałam porcję dla 2 osób.

Proporcja dla singla (nawet z dokładką):
  • 1/4 kalafiora
  • 1/2 marchewki
  • pietruszka, sól, pieprz  
  • 1-2 grzanki lub bułka lub chleb itp.


Polecam rozłożenie zrobienia kremu na dwa etapy, oddzielone min 10 min - nie jest wskazane blendowanie wrzątku (zbyt łatwo się wtedy poparzyć). Ja czasem pierwszy etap robię rano, drugi po powrocie z uczelni. 

 Brunetka
  1. Wstawiamy wodę, kroimy warzywa i wrzucamy do garnka, dodajemy przyprawy. Rozgotowujemy  warzywa -trwa to 10-15 min. 
  2. Po delikatnym przestygnięciu blendujemy. Przed podaniem dodajemy grzanki (można przygotować je na suchej patelni albo w tosterze), posypujemy pokrojoną natką pietruszki.
SMACZNEGO! 



  

Koszt całych zakupów powinien zmieścić się w granicach 4-6zł, a singlowi zostanie jeszcze nawet 3/4 kalafiora, dużo pietruszki lub niemal cały chleb tostowy.

Gotowała i podyktowała przepis Brunetka, Blondynka 
to dla Wasz zapisała i zajadała się ze smakiem zupą :)

czwartek, 19 lipca 2012

Promocja czy pułapka?

Przez pewien czas w swoim studenckim życiu pracowałam  jako hostessa oraz merchandiser. Dzięki temu dowiedziałam się jak wygląda świat marketowych promocji.

  • Dużo firm parę dni przed planowaną podwyżką mocno zawyża ceny, by potem nazwać to przeceną lub obniżką, a tak  na prawdę zmiana ceny jest symboliczna lub nie ma jej wcale.
  •  Zdarza się, że "bezpłatne" dodatki nie są bezpłatne, gdyż cena towaru bez "gratisu" jest tańsza.   

  • Duża, reklamowana jako "ekonomiczna", paczka nie musi być wcale tańsza od dwóch małych w sumie zawierających tyle samo produktu. 


  • Wyspy na środku alejki lub w widocznych miejscach nie muszą zawierać produktów przyjaznych dla naszego portfela. Sprawdźmy co się dzieje z tym produktem w miejscu w którym stoją podobne do niego. Możliwe, że ten sam produkt w innym opakowaniu będzie dla nas korzystniejszy.
  • Zdarza się, że na jeden paragon możemy wziąć tylko jedną promocyjną rzecz, za drugą już zapłacimy normalnie. (Rozwiązaniem jest rozdzielenie zakupów na dwa paragony)
  • Zdarza się, że jest już rozłożony towar z napisem promocja, a zaczyna się ona dopiero od następnego dnia. Dziś zapłacimy za nią dużo więcej.


ZAWSZE SPRAWDZAJMY CENĘ ZA KG PRODUKTU!!!!

ZAWSZE SPRAWDZAJMY PARAGON!!!!
 

Oczywiście część promocji  jest fajna, można upolować coś w bardzo atrakcyjnej cenie, dostać drugi produkt lub bardzo fajny gratis. Ale myślę, że każdy z nas powinien sobie zdawać sprawę z pułapek, które wystawiają na nas sklepy.


Brunetka

poniedziałek, 9 lipca 2012

Karta płatnicza czy gotówka?


Chyba po ostatnich rozmyślaniach o moich zakupach w biegu, zaczęłam zwracać uwagę na inne błędy, które zdarza mi się popełniać...Nie miałam dzisiaj przy sobie gotówki, za zakupy chciałam zapłacić kartą i nawet pamiętałam, że w tym sklepie jest płatność od jakiejś kwoty, ale byłam pewna, że od 5 zł... Przy kasie okazało się, że mój rachunek to 8,86 zł, a płatność jest od 10 zł :( Rozejrzałam się wokół-niestety nie przyszło mi nic do głowy czego jeszcze mogę potrzebować, a zapomniałam wrzucić do koszyka. Za ekspedientką były tylko półki z pieczywem, ale już kupiłam jeden chleb, obok - półki z alkoholem, ale takiego zakupu na pewno nie planowałam i nagle mój wzrok padł na ciasteczka z marmoladą - bardzo je lubię... Poprosiłam o 20 dag... Teraz już mogłam zapłacić kartą, miałam pyszne ciasteczka, a mój rachunek powiększył się do 11,38 zł...



Podobne sytuacje kilka razy w miesiącu (np. 6 x 2,50zł = 15zł) i z portfela uciekają nam całkiem wysokie kwoty: 15 zł x 12m-cy=180 zł. Za taką sumę można kupić coś naprawdę ciekawego, a nie jakieś ciastka wymyślone na szybko byle zapłacić kartą...

Im bardziej się nad tym zastanawiam, tym bardziej widzę o ile bardziej jesteśmy rozrzutni kiedy płacimy kartą. Gdybyśmy musieli dać z portfela te 2,50, na pewno zwrócilibyśmy na to uwagę, ale dajemy kartę, wciskamy pin, wychodzimy ze sklepu... Mówi się, że karty płatnicze to plastikowe pieniądze, ale tu nie ma znaczenia czy płacimy rachunek za 10, 60 czy 200 zł - zawsze wygląda to tak samo. Nawet nie zawsze dostrzegamy, że wydajemy wtedy pieniądze - po prostu podajemy pani plastikowy prostokącik... Może tylko czasem, gdy zajrzymy na nasze konto, zastanawiamy się gdzie "zgubiliśmy" jakąś kwotę... 

Może nie warto być tak nowoczesnym i lepiej nosić przy sobie gotówkę? Zastanawialiście się kiedyś co bardziej Wam się opłaca - płatność kartą czy gotówką? Kartą na pewno jest wygodniej...;)

Blondynka

sobota, 7 lipca 2012

Zakupy z pustym żołądkiem

Głównym tematem bloga miało być oszczędzanie i zmaganie się z naszymi (zbyt małymi) finansami, a ostatnio mam bardzo duży problem właśnie z oszczędzaniem, konkretnie - z racjonalnym robieniem zakupów... Problem polega na tym, że w związku z moim "zabieganiem" - czyt.: zbyt małą ilością czasu w stosunku do moich potrzeb, moje zakupy wyglądają w ten sposób, że w drodze z pracy wchodzę do sklepu i robię zakupy jednocześnie wymyślając co będę jadła na obiad. Niestety jest to pora, kiedy jestem już bardzo głodna i w efekcie wkładam do koszyka różne rzeczy, potem część z nich odkładam jednak na półki, a i  tak wracam do domu z zakupami większymi niż potrzebuję... Niestety części z tego jedzenia nie mam kiedy zjeść i muszę je wyrzucić. Nie lubię kiedy jedzenie się marnuje i nie lubię kiedy tak bez sensu wydaję pieniądze...




O wiele łatwiej byłoby planować chociaż dzień wcześniej co będzie na obiad kolejnego dnia i mieć już te produkty w domu. Zakupy mogłabym wtedy robić na spokojnie wieczorem z zaplanowaną wcześniej listą potrzebnych rzeczy - prościej i oszczędniej. Ale niestety ciągle "brakuje mi czasu" żeby planować... Najwyższy czas to zmienić.

Wam też zdarzają się takie zakupy z "pustym żołądkiem"?

Blondynka

czwartek, 5 lipca 2012

Ladies Night - rozczarowanie i małe śledztwo...

Bardzo długo czekałyśmy, aż w toruńskim kinie będą kiedyś organizowane wieczory dla kobiet. Ja znałam z opowieści, a Brunetka doświadczyła osobiście, jak przyjemnie można spędzić czas na takim spotkaniu w Multikinie. I w końcu, 8 marca, Cinema City również wprowadziło do swojego programu takie spotkania. Byłyśmy na pierwszym z nich - napisałyśmy o tym na blogu. Ladies Night zapowiadało się ciekawie. Z różnych przyczyn na kolejne spotkanie poszłyśmy dopiero 14 czerwca. Nie wiem jak wyglądały te poprzednie, ale to bardzo mnie rozczarowało. Przygotowane przez kino atrakcje niestety nie były dla mnie interesujące:( Wyświetlony film, "Jak urodzić i nie zwariować", na szczęście zatarł to słabe wrażenie:)
Tego wieczoru również jedną z atrakcji były tajemnicze torby z upominkami od sponsorów - najwięcej przyjemności sprawiło mi znalezione tam pudełeczko Rafaello:) Niestety było też rozczarowanie - dwa sosy Dr.Oetker - z terminem ważności do 06.2012 r., a przecież był już 14:((( U Brunetki było dokładnie tak samo:( Chyba lepiej, gdyby wcale nie było tych sosów...



Pod wpływem impulsu napisałam maila do firmy Dr.Oetker czy byli świadomi, że dostajemy od nich takie upominki, może to jakaś antyreklama... Bardzo szybko dostałam odpowiedź, że sosy zostały przekazane w marcu jako dodatki do prezentów dla uczestniczek Ladies Night i wtedy miały być rozdane, a niewykorzystane - zniszczone. Jakimś sposobem dotrwały jednak do czerwca... Sytuacja ta była zaskoczeniem również dla firmy Dr.Oetker.
Zostałyśmy poproszone o adresy i w ramach podziękowania dostałyśmy przesyłki z produktami Dr.Oetker - zupełnie nie spodziewałyśmy się, że będą tak duże:) a produkty mają oczywiście długie terminy ważności, więc na pewno zdążymy je wykorzystać:)



Na ostatni czerwcowy wieczór Ladies Night Brunetka powędrowała samotnie - ja na razie pasuję... To spotkanie też nie zrobiło na niej wrażenia. Może kiedyś wieczory Ladies Night nabiorą rozmachu... Trzymam kciuki!:)

Blondynka

piątek, 11 maja 2012

Zakupy lek na całe zło...

"Masz zły dzień - idź na zakupy"-  możemy przeczytać w wielu popularnych gazetach, usłyszeć od znajomych. Bo co może być piękniejszego od pójścia na zakupy w szary dzień  i poprawieniu sobie humoru ładnym łaszkiem? nowym kremem? biżuterią? Przyciesz to jest lek na całe zło.

Pamiętam jak kiedyś Blondynka będąc na bezrobociu  marudzenie zakończyła zdaniem "... kiedyś mogłam przynajmniej pójść na zakupy, a teraz nawet tego nie mogę zrobić..". Tak niestety bezrobocie i brak kasy nie sprzyja zakupowym szaleństwom, gdyż potem chwilowa euforia zamienia się na dół i pustkę pogłębiając naszą frustrację.
Oczywiście teraz z każdy z nas myśli w duchu, że przecież zamiast zakupów można iść na spacer, spotkać się ze znajomymi, obejrzeć dobry film. Ale ile razy zamiast zakupów wybraliście coś rozsądnego? A ile razy na poprawę humoru zachodzilśsmy do pierwszego z brzegu sklepu by kupić czekoladę?

Konsumpcjonizm zakorzenił w nas poczucie spełnienia właśnie przez zaspokojenie potrzeby posiadania. Masz - jesteś fajniejszy, nie masz nic -  nic nie znaczysz. Jesteśmy uzależnieni od posiadania i dzięki temu posiadamy w domu tysiące rzeczy, których nie używamy, ogromną ilość "przydasiów", które kosztowały nas niezły majątek. Może np. naszą wycieczkę na Karaiby?




Praca domowa

Mam dla Ciebie małą prace domową. Usiądź wygodnie w swoim pokoju. Popatrz po półkach i wybierz rzeczy (ok. 10), z których nie korzystałeś przez ostanie parę miesięcy (książki, figurki, kosmetyki kolorowe, gadżety). Zastanów się ile one mogły kosztować (jeżeli chcesz możesz spokojnie zaniżyć ich cenę). A teraz pomyśl ile pieniędzy na nie wszystkie wydałeś?

Poświęciłeś na to ćwiczenie maksymalnie 5 min. Wybrane rzeczy to tylko niewielka część, która pasuje do opisu. Pomyśl ile tych rzeczy jest w całym mieszkaniu? Czy to nie przerażające?



P.S. Bluzka, którą miałam sobie kupić, w ramach leczenia złego nastroju, nie pasowała na mnie. Dlatego pozwoliłam sobie podzielić swoją frustracją z Wami;)

sobota, 5 maja 2012

Hura!!! Mamy internet!:)

W końcu powoli wszystko zaczyna wracać do normalności - przeprowadzka za nami (będziemy mieszkały razem - pewnie kiedyś jeszcze o tym wspomnimy;) i mamy internet - nasz kontakt ze "światem". Trudno już bez niego poradzić sobie na co dzień, a na pewno jego brak nie pomaga w prowadzeniu bloga.

Przy tej okazji chciałam wspomnieć o darmowym internecie Aero2 - wiele osób na pewno o nim słyszało, ale pewnie jeszcze nie wszyscy. A zdecydowanie warto rozważyć skorzystanie z takiej okazji - darmowy internet Aero2- będzie działał na tych zasadach do 21.12.2014 r. Oczywiście nie ma nic za darmo, więc trzeba ponieść pewne opłaty: depozyt w wysokości 20 zł, 7 zł za list polecony z kartą SIM i kolejny wydatek to modem - należy zakupić go we własnym zakresie, zapewne najtaniej będzie w internecie. Bardzo dużym mankamentem jest tu bardzo długi czas oczekiwania na kartę SIM - trwa to niestety aż 3 m-ce.

Osobiście nie korzystam z tego internetu, ale słyszałam o nim od znajomych i czytałam w sieci. Wygląda na to, że staje się coraz bardzie popularny, więc w efekcie pewnie jeszcze wydłuży się czas realizacji...Ale chyba warto uzbroić się w cierpliwość, mając w perspektywie korzystanie z darmowego internetu:)


Blondynka

wtorek, 24 kwietnia 2012

Programy lojalnościowe - zysk czy strata?

Chyba już nie ma osoby, która nie posiadałaby jakiejś karty stałego klienta, która nie brałaby udziału w jakimś programie lojalnościowym...

Sama jestem ich uczestniczką-nawet kilku;) ale wydaje mi się, że nie dałam się wkręcić w tą machinę zbieractwa punktów-uważam tak biorąc pod uwagę ilość punktów na moich kartach-ciągle jest ich niewiele. Robiąc zakupy, kieruję się zasadą "kupuję tam, gdzie jest dla mnie korzystniej", nawet jeśli dany sklep nie wiąże się z dodatkowymi punktami. Bo nie oszukujmy się-robienie zakupów dla zdobycia punktów, może nas puścić z torbami...np. jeżeli w programie za wydane 5 zł dostajemy 1pkt, a jedną z nagród za punkty jest lakier do paznokci za 59 pkt, który normalnie kosztuje 5,99zł, to biorąc go za punkty kosztuje on nas 295zł...Przykład jest jak najbardziej realny-pochodzi z jednego z programów lojalnościowych.

Ale żeby nie było wątpliwości-nie jestem ich przeciwniczką. Sprzeciwiam się tylko gromadzeniu punktów dla zdobycia jakiejś nagrody, bo jak widać nie jest to korzystne - lepiej kupić sobie daną rzecz samemu, bez zbierania punktów. Ale za to zdecydowanie popieram zbieranie punktów PRZY OKAZJI robienia zakupów. Tak zgromadzone punkty warto wymieniać na nagrody albo na bony. Należy tylko pamiętać, żeby zbyt długo z tym nie zwlekać, bo niestety punkty tracą ważność (zazwyczaj po 2-3 latach od ich zdobycia) i niestety większość firm zastrzega sobie w regulaminie zakończenie programu w dowolnym momencie lub zmianę kursu wymiany punktów na nagrody – rzecz jasna najczęściej w górę...
Więc korzystajmy, ale z głową! ;)


Blondynka

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Zasady robienia zakupów




Czasem mała kwota wystarczy, żebyśmy kupiły wszystko, co jest nam potrzebne, a innym razem wydajemy  bardzo dużo, mamy torby pełne zakupów, a po powrocie do domu nie mamy z czego zrobić obiadu. Poniżej spisałyśmy zasady, które staramy się stosować ( z różnym skutkiem), aby uchronić się od tego:


1.Przejrzyj gazetki ze sklepów, do których się wybierasz 

2.Zrób listę brakujących rzeczy i zabierz ją ze sobą na zakupy 

3.Zakupy spożywcze rób po posiłku - głodny człowiek , który idzie na takie zakupy, kupuje znacznie więcej, niż gdyby był najedzony. Głód powoduje chęć kupowania produktów, które mogą go zaspokoić i w ten sposób możemy łatwo stracić kontrolę nad zakupami 

4.Płać gotówką, a nie kartą - widzimy wtedy ile banknotów trzeba wyjąć aby zapłacić za zakupy, dzięki temu widzimy ile wydajemy i nie wydamy więcej niż mamy w portfelu. Płacenie kartą wygląda zawsze tak samo-czy płaci się 50zł, 150 czy 300 zł... Ale też warto wziąć pod uwagę, że niektóre banki nie naliczają opłaty za prowadzenie konta jeśli zrobimy zakupy za określoną kwotę płacąc za nie kartą. W tej sytuacji warto rozważyć płacenie kartą, byle z głową, żeby z oszczędności nie zrobiła się jednak rozrzutność 

5.Nie daj się zwieść fałszywym promocjom - przecena z 5,99 zł na 5,89zł, to właściwie nie promocja. Zawsze warto porównać cenę promocyjną ze zwykłą. Chociaż niestety w niektórych sklepach ceny są wcześniej podwyższane, żeby potem zrobić promocję, a faktycznie jest to tylko powrót do normalnej ceny... 

6.Produktów szukaj na wszystkich półkach, a nie tylko tych na wysokości wzroku - zazwyczaj są tu umieszczane najdroższe produkty, a na mniej widocznych regałach (nisko lub bardzo wysoko)-produkty tańsze i równie dobrej jakości 

7.Po odejściu od kasy zerknij na paragon - sprawdź czy któryś produkt nie został naliczony o jeden raz za dużo, czy ceny na paragonie zgadzają się z tymi, które były na półkach, jeżeli się różnią sklep jest zobowiązany do zwrotu różnicy. 

8.Zwracaj uwagę na cenę za kilogram/litr, która znajduje się obok ceny za jednostkowe opakowanie - w ten sposób łatwiej ocenimy, która cena za produkt jest korzystniejsza, bo nie zawsze wynika to z ceny za opakowanie (jeżeli porównujemy produkty różnych marek) albo może okazać się, że taniej dla nas będzie kupić 2 małe opakowania, niż 1 duże 

9.Zawsze zabieraj ze sobą torby na zakupy - zakładając, że w tygodniu potrzebujesz tylko 3 reklamówek za 0,08 zł w ciągu roku zaoszczędzisz ok 13 zł

10.data waznosci bo taniej
Macie jakieś swoje sprawdzone patenty jak nie dać się zwieść w czasie zakupów?

Blondynka

piątek, 20 kwietnia 2012

PRACA NA ETACIE A MOŻE „ŁAPANIE FUCHY”?



          Obydwie z Blondynką na życie w mieście z dala od rodziny potrzebujemy miesięcznie ok. 1200zł (wynajmujemy pokoje w mieszkaniach studenckich 420-550 zł miesięcznie). Jednak mamy zupełnie różne źródła dochodów. Blondynka pracuje na etacie - jest to stały dochód wahający się jedynie w zależności od premii. Niestety jej stawka godzinowa jest bardzo mała i mimo wypracowanych godzin jej konto zasila kwota niewiele większa niż potrzeby miesięczne.

             U mnie jest inaczej.  Moja godzina pracy jest dużo wyższa, jednak raz pracuję, raz nie. Nikt mi nie płaci za przerwę w pracy, wypicie kawy, tylko za realną prace. Jest ona  sezonowa - "żniwa" zbieram w miesiącach zimowo-wiosennych. Potem jest praktycznie cisza. Nigdy nie wiem ile będę miała na koncie w danym miesiącu, a to ile zarobię w sezonie jest dla mnie zupełna zagadką.

         Jest to dość śmieszna sytuacja, gdy na koncie mam kwotę przekraczająca moje standardowe potrzeby i czuję, że mogę kupić „wszystko”. Ale, gdy przeliczę stan mojego konta na miesiące, okazuje się ze jestem na dnie. Ehh…



        Oczywiście jest wiele plusów mojej pracy. Największy to na pewno to, że ją kocham! Mimo niepewności, to ja decyduję kiedy będę miała wolne (oczywiście zbyt wiele wolnego skutkowałoby stratą dochodów) oraz gwarantowane wolne miesiące letnie:)

             Mimo wszystko patrząc realnie na te dwie możliwości zarobkowania nie wiem, która jest lepsza. Czy pewność otrzymania wynagrodzenia mimo pracy za małą stawkę godzinową, czy szybsze zdobycie pieniędzy za większą stawkę godzinową kosztem niepewności czy uda się coś jeszcze złapać... A jak Wy myślicie? Warto być łowcą „fuch” czy człowiekiem na etacie?


Brunetka

sobota, 31 marca 2012

Starocie z 2009 r. w KissBox (marzec 2012)

Przeglądając posty i informacje na temat KB, znalazłam na jednej ze stron informacje o promocji IsaDory  z 2009 r. O dziwo, promocja ta jest identyczna z rzeczami, które otrzymaliśmy (lub otrzymamy) od firmy KissBox. Co oznacza, że podane produkty mają minimum 3 lata. Wiem, że w sklepach na pewno kupujemy rzeczy o wiele starsze, jednak czuję niesmak, gdy przyglądam się zawartości pudełka. Chusteczki, które wyglądają jakby były oderwane z gazety czy próbki, które nie zeszły... Wiem też, że marka IsaDora jest dla mnie marką spaloną. Szkoda mi KissBoxa, gdyż pudełko styczniowe moim zdaniem było genialne, pudełko lutowe, prócz wpadki właśnie z tą marką, też mi się podobało.



http://www.groszki.pl/groszki/1,95942,6854965,Letnia_promocja_IsaDora.html

KissBox od piątku w Toruniu:)

 Teraz nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać? Zastanawiam się czy InPost pracuje w sobotę, jeśli nie - zostaje mi czekanie do poniedziałku (aż!). Przyglądając się opisom co zawiera KB, wiem że tym razem nie trafił w mój gust, ale z drugiej strony - nie wieszam psów na tej firmie. Nadal uważam, że nie jest tak źle. Wartość produktów przekracza 100 zł. Co do spraw organizatorskich tej firmy, nie chcę się na razie wypowiadać, sama pracuję na swój rachunek i wiem że czasem bywa ciężko. 


KB wysłał mi mailem numer mojej paczki (pracują dziś do ok godz 22), dzięki czemu na stronie http://www.inpost.pl/ sprawdziłam swoją przesyłkę


czwartek, 29 marca 2012

Jak Brunetka zarobiła 100zł ?;)- czyli ostanie trzy dni oszczędzania

BRUNETKA:    

Zacznę trochę nie po kolei: w środę wydałam 4,65 zł (sok kubuś i frugo), we wtorek 0 zł, w poniedziałek pomiędzy 9-10zł (ryba, chleb, sok marchwiowy). Niestety gdzieś zapodziałam paragon i nie wiem dokładnie ile wyniosły mnie zakupy :(

Podsumowując:
Przez te trzy dni wydałam ok 13,65-14,65 zł., co oznacza, że nadszarpnęłam mój portfel maksymalnie na 1,20zł:) Mogę uznać, że udało mi się osiągnąć cel:)

Parę wniosków:
Polecam każdemu takie sprawdzenie swoich wydatków. Najlepiej, podobnie jak my, pod okiem innych. To zdecydowanie pomaga:) Wiem, bo parę razy podchodziłam do podobnego założenia, ale samej przed sobą zawsze dużo łatwiej było mi się usprawiedliwić. Dobrym pomysłem jest też liczenie ile pozostało nam pieniędzy, a nie liczenie ile się wydało. Niby nie jest to wielka różnica, a daje o wiele większy efekt i większa mobilizację. Zupełnie inaczej brzmi "wydałam 37 zł  przez 4 dni", a inaczej "zostało mi tylko 13zł na trzy dni życia" i to stwierdzenie na pewno daje do myślenia i mobilizuje do szukania pomysłów na oszczędzanie. Oczywiście musimy podliczać na bieżąco nasze wydatki, aby w ten sposób je kontrolować. Widać to w nadszarpniętym budżecie Blondynki - liczenie weekendowych wydatków odłożyła na niedzielny wieczór i do tego momentu nie do końca była świadoma ile wydała. Nie spodziewała się aż takiej kwoty.
 Dla porównania mojego tygodnia, podliczyłam tydzień w styczniu - było to ok. 150zł., czyli dokładnie o 100 zł więcej. Czuje się jak bym je zarobiła;)



BLONDYNKA - moja dłuuuga lista wydatków...

26.03.12                                                                                                                                                       

Wydatki:
0 zł

W portfelu:
- 18,50 zł



27.03.12

Wydatki:
pasztecik 1,79
serek topiony 2,19
bułki  2,00
drożdżówka 0,79
rogalik 1,80

Paragon:
8,57 zł

W portfelu:
- 27,07 zł


28.03.12

Wydatki:
woreczki śniadaniowe 1,69
wędlina 4,08
ser żółty 2,69
chleb 1,75

Paragon:
10,21 zł

W portfelu:
- 37, 28 zł.........

Dużo za duża różnica pomiędzy założeniem, a faktycznymi wydatkami...

Wnioski:
Tak jak większość Polaków, najlepiej czuję się kiedy moja lodówka jest dobrze zaopatrzona. I chyba to właśnie jest główną przyczyną mojej porażki w oszczędzaniu. Zamiast, przy okazji oszczędzania, wykorzystywać to, co już mam, ja ciągle uzupełniałam zapasy...Bo przecież po zakupach, które robiłam widać, że to są zwykłe rzeczy, których potrzebujemy, bo przecież musimy jeść - inaczej się nie da ;) Ale tak naprawdę nie wszystkie były mi niezbędne. Skończyłam tydzień oszczędzania z dużym minusem, ale też z dobrze zaopatrzoną lodówką ;)